11.17.07
‘Wolność. Równość. Jojo’
(Wpis przeniesiony z Jabby, napisany dnia: 2006-02-20 16:49:39) Zastanawia mnie czasami, czy zwykli ludzie zdają sobie sprawę z tego, że duże koncerny dybią sobie na ich prawa i wolności. Za każdym razem dochodzę do przykrego wniosku – nie. Co więcej, mało kogo to zazwyczaj obchodzi, a ewentualne chore ograniczenia w końcu stają się częścią codzienności i zaczynamy je akceptować “bo tak musi być”. Przykłady tego rodzaju można mnożyć – od patentów na oprogramowanie, przez regionizację rynku dvd, a na wkraczających właśnie na rynek technologiach DRM skończywszy. Niestety, przeciętny obywatel nie ma o tym żadnego pojęcia i idąc do sklepu nieświadomie kupi produkt, który po raz kolejny ograniczy jego możliwości korzystania z tego, co nabył. Ba, nawet gdyby wiedział, że naraża się na takie nieprzyjemności, to zazwyczaj i tak nic by na to nie mógł poradzić – forsowanie takich rozwiązań wymaga potężnego zaplecza i zazwyczaj prowadzone jest przez wszystkie liczące się na rynku firmy, bo przecież umożliwia to im zwiększenie zysków… choć naszym kosztem.
Na szczęście znajdzie się zawsze jakaś grupa aktywistów, która postanowi walczyć o prawa ogółu. W przypadku oprogramowania zajmują się tym między innymi Free Software Foundation czy Projekt GNU. W przypadku sprzętu sprawa jest nieco trudniejsza, choć często dostępne są alternatywne rozwiązania pozwalające obchodzić wszystkie te dziwne marketingowe wymysły. A co z rozrywką..?
Przyznam się od razu, że do napisania tej notki skłonił mnie wpis AvantaRa. Wspomniana przez niego sytuacja jest co najmniej śmieszna, ale niestety całkiem realna. Szkoda, że mój mały rozumek nie potrafi pojąć, jak to możliwe, że udostępnienie sklepu z muzyką użytkownikom innej niż Wiodącej Przeglądarki i Wiodącego Systemu Operacyjnego musi być czynem o iście heroicznym wymiarze… Śmieszne.
Na szczęście tak być nie musi – istnieje całkiem sporo sklepów z alternatywną muzyką, które nie są złe, a zarazem oferują spore i interesujące katalogi. Pozwolę tu sobie na reklamę mojego ulubionego: Magnatune. Choć widniejące na głównej stronie sklepu stwierdzenie “We’re a record label. But we’re not evil.” może wydawać się trochę na wyrost, to jednak po bliższym zapoznaniu się z jego ofertą i zasadami, nie sposób się z nim nie zgodzić.
Każdy z dostępnych utworów możemy przed zakupem odsłuchać w porządnej jakości (do 128kB/s), rzecz dość niespotykana. Ponadto sami możemy wybrać cenę (z podanego zakresu), jaką chcemy zapłacić za dany album – zatem jeśli twórczość któregoś artysty szczególnie przypadła nam do gustu, to możemy wynagrodzić go odpowiednio większą sumą (połowę dochodu ze sprzedanego albumu otrzymuje autor). Co więcej, pliki nie są cyfrowo zabezpieczane przed kopiowaniem, a zakupiony album możemy wielokrotnie ściągnąć w wielu formatach (w tym w bezstratnym FLACu). Czego więcej chcieć..?
Na zakończenie trochę agitacji – nie płaćmy za ograniczanie naszej wolności…