11.17.07
Pickwick
(Wpis przeniesiony z Jabby, napisany dnia: 2006-03-21 21:38:56) Ostatnio wpadła mi w ręce przywieziona przez znajomych, bodajże ze Słowacji, paczka herbaty Pickwick. Zachęcony pozytywną opinią, którą wcześniej na ich temat zasłyszałem, postanowiłem jak najszybciej je wypróbować. Powiem jedno: oniemiałem. Już po chwili od zalania torebki wrzątkiem, zaczyna być czuć intensywny zapach aromatyzowanej herbaty, który z czasem tylko się nasila. Co więcej, smak w ogóle nie ustępuje wrażeniom zapachowym! Jest intensywny i bardzo wyrazisty, prawdziwa herbaciana uczta. Wcześniej smakowały mi Liptony, herbatki Dilmah potrafiły być różne (zdanie to potwierdza m.in. Nina na jabbie Okiem Konsumenta), Tetley miał kilka interesujących propozycji, ale Pickwick przebija je wszystkie.
Przejdę do szczegółów. W otrzymanym przeze mnie opakowaniu podpisanym “Fascination of Fruits – Variety”, znajdowały się saszetki z czterema różnymi rodzajami herbaty:
- Strawberry Cream – o wyraźnym truskawkowym zapachu i smaku
- Lemon & Grapefruit – podobnie jak wyżej, aromat cytrusów jest bardzo silny i naturalny
- Wild Cherry with Yoghurt flavour – moim zdaniem najlepsza z całego zestawu, intensywny zapach wiśni (przypominający zarazem dawne gumy do żucia, np. balonowego Donalda) oraz czysty smak
- Forest Fruit & Vanilla – znowu wyśmienita, o świetnym malinowym aromacie
Wszystkie pachną tak dobrze, że samo wąchanie parzącego się napoju ekscytuje i aktywuje ślinianki, szczególnie teraz, gdy po długiej zimie tęsknimy do świeżych owoców – zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom herbaty. Niestety, z tego co wiem, nie daje się jej u nas kupić w normalym obiegu. Być może dostępna jest w herbaciarniach. Jeżeli ktoś zauważy gdzieś opakowania Pickwicka, niech koniecznie da znać! Kończy mi się już zapas i nie wiem, czy Lipton będzie mi teraz smakował równie dobrze, jak dawniej…
Herbaty aromatyzowane
(Wpis przeniesiony z Jabby, napisany dnia: 2006-02-12 04:48:34) Jakiś czas temu rozsmakowałem się w herbatach aromatycznych. Zbiegło się to chyba z pojawieniem się w sklepach nowych zestawów Liptona, mniej więcej wczesną jesienią ubiegłego roku. Najpierw wpadła mi w ręce paczka promocyjna, zawierająca po jednej torebce każdego z nowo promowanych smaków, a potem… zacząłem kupować jak leci. Kenia, o której chyba nikt poza mną się jeszcze pochlebnie nie wypowiedział, India (zdecydowanie polecam!), Leśna, na której zapach ojcu aż ślinka cieknie… Długo by wymieniać. Wyjątkowo wart polecenia jest zestaw Winter Collection, który pojawił się w sklepach przed świętami Bożego Narodzenia, i który nadal znajduje się w sprzedaży. W jego skład wchodzi po 5 torebek każdego z następujących rodzajów herbaty (skład podaję za producentem):
- Yellow Label Tea – czarna herbata
- Forest Fruit Tea – czarna herbata, maliny, jeżyny, truskawki i czarna porzeczka
- Apple Cinamon – czarna herbata, dzika róża, liść pomarańczy, cynamon, jabłko, lipa, hibiskus, cykoria
- Green Tchaé – zielona herbata z aromatem przypraw orientalnych
- Orange Jaipur – czarna herbata indyjska, skórka pomarańcza i aromat
- Indian Spice – czarna herbata, aromat czerwonych owoców i kardamonu
Udane są również aromatyczne mieszanki produkowane przez Tetley – tu na szczególną uwagę zasługuje zestaw z jabłkiem i cynamonem, który cechuje się wyjątkowo silnym i charakterystycznym smakiem.
Z góry zaznaczam, że nie jestem w tym temacie ekspertem – przetestowałem do tej pory tylko niewielką część dostępnej oferty powszechnie dostępnych, paczkowanych herbat – nie egzotycznych, sypanych mieszanek wprost z herbaciarni. Uważam jednak, że powyższe propozycje to ciekawe urozmaicenie w stosunku do tego, co wielu z nas zwykło pijać każdego dnia przy śniadaniu.
Co prawda większość herbat, jakie ostatnimi czasy wypijam, to właśnie różne aromatyzowane cuda, to jednak zwykła, dobrze posłodzona czarna herbata z cytryną nadal pozostaje wyjątkowym napojem, który skutecznie potrzymuje mnie przy życiu podczas kolejnych godzin spędzanych przed monitorem. Dodam jeszcze tylko, że w roli słodzika świetnie sprawdza się miód – taki prawdziwy, prosto z pasieki, a nie supermarketowa chemia, której ktoś przypadkiem przykleił taką, a nie inną etykietkę. A teraz kończę notkę, bo widzę już dno kolejnego kubka.